piątek, 16 sierpnia 2013

ROZMOWA


Amy zdziwiona ściągnęła słuchawki.
-Można?- zapytał głębokim, aksamitnym głosem.
-Jasne.- odpowiedziała.
-Przepraszam za mojego ojca. Myśli, że jak jest bogaty to wszystko mu wolno.
Była zdziwiona jego szczerością. Zauważył to.
-Dziwi Cię to?- zapytał.
-Chcesz drinka?- zapytała po chwili namysłu.
-Z chęcią.
Nalała do szklanki whiskey z lodem i cytryną i podała mu.
-Jestem zaskoczona, że tak się wyrażasz o swoim ojcu.
-To nie jest mój ojciec. Ojczym.- odpowiedział.
-To wiele wyjaśnia- powiedziała z uśmiechem popijając bursztynowy trunek.
-Co masz na myśli?- zapytał, choć znał odpowiedź.
-Jak tylko was zobaczyła zastanawiałam się czy nie jesteś adoptowany.- uśmiechnęła się do niego.- Jestem Amelia, ale mów mi Amy.
-Ben. I, tak masz rację, jestem zupełnie inny niż rodzice.
-Czego słuchasz?- zapytał wskazując słuchawki.
-Różności. Queen, Red Hot Chilli Peppers, Iron Maiden, The Beatles.
-Hmmm, klasyka. Masz świetny gust.
Amy zaśmiała się i podziękowała. Wiedział, że będzie epicka znajomość. Amy była średniego wzrostu, miała długie, lokowane brązowe włosy, zielone oczy i była szczupła. Miała idealnie kobiecą sylwetkę, nie za chuda, ale też bez przesadnych krągłości. Była ubrana w luźną biała koszulę, która lekko prześwitywała. Miała czarne, obcisłe spodnie i czarny żakiet. Na puchatym dywanie leżały jej czarne, skórzane botki na obcasie. Ben stwierdził, że nigdy nie widział takiej dziewczyny. Miała około dwudziestu lat. Ona natomiast zauważyła jeszcze że był ubrany w proste spodnie w kolorze khaki, biały t-shirt, i granatowy wełniany sweter, rozpięty pod szyją. Wyglądał oszałamiająco.
-Nie jesteś stąd, prawda?- stwierdził.
-Nie, jestem Polką. Przyjechałam tu dwa lata temu do pracy i zostałam. Bardzo podoba mi się Londyn.
-Tak, jest tu wiele rozrywek. Może wybierzesz się ze mną na kolację?- zapytał po chwili wahania.
-Raczej nie przepadam za restauracjami, mam ich dosyć.-odpowiedziała z uśmiechem.- Ale pizza, piwo i telewizor bardziej mi odpowiadają.
-Tak więc jesteśmy umówieni.
-Przyjdź w sobotę o 19:00 pod ten adres:
 
 RUSSEL STREET 124/3

Uśmiechnął się i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz