SPACER
Amy nie oczekiwała specjalnie spotkania z Benem, ale ucieszyła się kiedy zadzwonił do drzwi. Była ubrana w czarne rurki, puchate skarpety, białą koszulkę i luźny beżowy sweter.
-Przyniosłem piwo- uniósł sześciopak piwa.
-Dzięki. Wejdź.
Był ubrany na luzie, w czarne dresowe spodnie, czarny t-shirt z dekoltem w serek i wiśniową bluzę.
-Fajne skarpety.- powiedział z uśmiechem.
-Odczep się. Są wygodne. To co oglądamy?
-Hmmm... Co proponujesz?
-"Skazani na Shawshank"?
-Klasyka. Odpalaj.
Usiadł na kanapie a Amy włączyła film i poszła do kuchni po chipsy. Gdy wróciła zostawiła przekąskę na stoliku i usiadła obok Bena. Otworzyli piwo, oglądali film i śmiali się. Komentowali produkcję i kwestie bohaterów, a także sytuacje przedstawione w ekranizacji książki Kinga. Po filmie okazało się że zdążyli opróżnić wszystkie przyniesione przez Bena piwa.
-Może się przejdziemy?- zaproponował.
-Dobra, ale nie za daleko bo nie dam rady wrócić.- zaśmiała się, a on do niej dołączył. Byli pijani i nie panowali nad swoim zachowaniem. Totalna głupawka. Z trudem założyli kurtki i buty i wyszli na zewnątrz. Było już ciemno, Amy spojrzała na zegarek w komórce- 22:53. Wzięła Bena pod ramię i lekko się zataczając i śmiejąc z bliżej nieznanego im powodu szli przed siebie. Nagle zdali sobie sprawę że dotarli nad staw w parku, w centrum Londynu. Ben bez ostrzeżenia podniósł Amy i próbował wrzucić do wody, lecz dziewczyna wyrwała się, cały czas się śmiejąc. Kiedy tylko dotknęła ziemi i złapała równowagę zaczęła gonić chłopaka w akcie zemsty. ten jednak stanął nagle, ona z impetem wleciała w jego ramiona, podniósł ją, i ich twarze znalazły się dokładnie naprzeciw siebie, tak blisko. Natychmiast pojawiło się napięcie, ale to miłe, podniecające. Amy oddychała szybko, trzymała Bena za ramiona, a on delikatnie i powoli ją opuścił na ziemię, cały czas patrząc jej w oczy. Czuł przyjemny dreszcz na plecach.Stali tak chwilkę, aż on przerwał milczenie:
-Tu blisko jest mój dom, może zostaniemy u mnie, aż wytrzeźwiejemy?
Amy z uśmiechem przystała na tą propozycję, więc powoli odeszli w stronę przedmieścia rozmawiając. Szybko doszli do domu Bena. Był dokładnie taki jak Amelia wyobrażała sobie swój dom. Mały, błękitny, z ciemnoniebieskimi drzwiami i ogromnym ogrodem. Na przeciwko wejścia były schody wiodące na piętro, gdzie znajdowała się sypialni i łazienka. Na dole była kuchnia i salon. ściągnęli buty i kurtki.
-Masz świetny dom.
Urządzony gustownie, bez przepychu, w starym stylu. Meble były drewniane, zabytkowe, ale proste i wygodne. W domu było bardzo kolorowo.
-Dziękuję. Mam zamiar przerobić salon...
-Nie!- przerwała mu.- Nic nie zmieniaj. Tak jest idealnie.
Spojrzała mu w oczy, delikatnie przysuwając się do niego, on dotknął jej policzka i...
JEŚLI KTOKOLWIEK TO CZYTA NIECH SKOMENTUJE :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz