piątek, 16 sierpnia 2013

SPOTKANIE   
                       

 Siedziała w swoim biurze w restauracji, gdzie pracowała od dwóch lat. Nagle z zamyślenia wyrwało ją pukanie.
-Proszę- powiedziała.
W drzwiach pokazała się jedna z kelnerek i jej przyjaciółka.
-Możesz zejść? Jakiś bogaty dupek się awanturuje, biedną Amandę doprowadził do płaczu. Ciągle wrzeszczy, że chce rozmawiać z kierownikiem. Uprzedzę cię, że myśli że jesteś facetem.
-Jak ja kocham tych bogaczy... Zaraz zejdę.
Leniwie wstała i poszła za przyjaciółką. Mimo przyzwyczajenia do bogatych klientów, nie mogła wytrzymać z awanturnikami, którzy nie uznają równouprawnienia. Na samą myśl dostawała białej gorączki. Zeszła po schodach i od razu zauważyła o kim mówiła Sasha. Przy jednym ze stolików siedział gruby facet koło pięćdziesiątki, był ubrany w elegancką koszulę oraz drogie spodnie i marynarkę. Obok niego siedziała chudziutka żonka z szyją żyrafy i końską twarzą, ubrana w morelową sukienkę. Wszystkiemu przyglądał się zawstydzony chłopak, który miał koło dwudziestu pięciu lat. Był wysoki, szczupły, lecz umięśniony. Miał ciemną karnację, krótkie brązowe włosy, wyglądające jakby dopiero wstał z łóżka. Miał najpiękniejsze oczy jakie Amy kiedykolwiek widziała- tak brązowe, że aż prawie czarne. Mimochodem pomyślała, że koleś jest chyba adoptowany, patrząc na jego rodziców. Amy objęła płaczącą Amandę i zwróciła się do przyjaciółki:
-Weź Amandę do mojego gabinetu i powiedz Johnowi żeby zaparzył jej herbatę. A ty Amando- zwróciła się do niej- Przestań płakać, przecież nic się nie stało- uśmiechnęła się serdecznie do koleżanki.
-Witam, nazywam się Amelia Parker i jestem kierowniczką, w czym mają państwo problem?
-Nic się nie stało, przepraszamy za kłopot- Nieśmiało odezwał się chłopak.
-Jak to nic się nie stało?! Przestań gadać głupoty Ben! Zamówiłem krwisty stek, a dostałem średnio wysmażony! Oto co się stało!- krzyczał awanturnik.
-Ależ nie ma co się kłócić- powiedziała ze sztucznym uśmiechem, choć tak naprawdę miała ochotę go uderzyć.- Zaraz powiem kucharzowi żeby przygotował następny, zgodny z zamówieniem, oczywiście na nasz koszt.
-No! Oby teraz był lepszy!
Poszła do kuchni i poprosiła Johna (kucharza) o zrobienie następnego. Tym razem najbardziej krwistego jak tylko potrafił, a sama wzięła herbatę dla Amandy i poszła do gabinetu. Kiedy weszła, podała kubek koleżance i zaczęły rozmowę:
-Dziękuję Amy. Wiesz że nie potrafię się postawić takim osobom.
-Oh, skarbie, wszystko w porządku.- Uśmiechnęła się.- Jesteś nieśmiała, to wszystko. Przyzwyczaisz się kiedyś.
-A ty się przyzwyczaiłaś?
-Ja całe życie musiałam znosić takich ludzi więc jestem odporna na ich gburowatość. Btw widziałaś tego kolesia co z nimi siedział? To ich syn?
-Tak, Przystojny, prawda?
-Owszem. Ale bynajmniej nie podobny do rodziców. Ciekawe czy maniery też ma tak odmienne.
Nagle do gabinetu wpadła Sasha.
-Amy, szybko chodź na dół, ten koleś jest jakiś nienormalny!
-Co znowu?- ale nie usłyszała odpowiedzi gdyż przyjaciółka już biegła na dół. Niechętnie poszła za nią.
-To ma być krwisty stek?! Co to za restauracja?!- mężczyzna zauważył Amy- Tak to jest jak kobieta zarządza!
Amy nie wytrzymała. Wzięła talerz od klienta i szybkim krokiem weszła do kuchni. Chwyciła duży widelec do mięsa i z furią wbiła go w surowy stek. Wściekła wyszła z kuchni z mięsem na widelcu, podeszła do klienta i wbiła sztuciec w stół.
-Mam nadzieję, że tak krwisty Panu odpowiada.- I jadowicie się uśmiechając odeszła do biura. Gdy tylko zamknęła drzwi ściągnęła buty, nalała sobie whiskey z lodem i cytryną, założyła słuchawki i usiadła na parapecie. Widok z okna i muzyka zawsze ją odprężały. Popijając drink delektowała się spokojem i muzyką. Kiedy doszła do siebie usiadła przy biurku. Chwilę później drzwi uchyliły się i ukazał się w nich tajemniczy przystojniak...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz